środa, 15 lipca 2026

Czy było warto? (13)

Drugie, tego dnia, zdjęcie powstało w zupełnie innych okolicznościach. Jadąc dalej lokalnymi drogami w kierunku Łodzi zauważyłem z oddali blokujący mi przejazd quad z dwójką żołnierz. Gdy do nich dojechałem poinformowano mnie, że przez jakiś czas ruch jest wstrzymany, na pytanie dlaczego usłyszałem, że zaraz będą przejeżdżać moi koledzy, powstrzymałem się od pytania czy to będą fotografowie dokumentaliści, bo jednak domyśliłem się, że chodzi o kolarzy. Co prawda miejsce nie wyglądało specjalnie, wąska asfaltowa droga, wokoło pola kapusty. A jednak, tędy przebiegał pierwszy etap Wyścigu Solidarności 2026. Odczekałem pół godziny i ruszyłem dalej.


poniedziałek, 13 lipca 2026

Czy było warto? (12)

Tym razem pojechałem pociągiem do Gostynina, skąd oczywiście wróciłem do Łodzi rowerem. Jadąc wyobrażałem sobie, że napiszę w tym poście, że przejechałem 110 km i nie zrobiłem ani jednego zdjęcia. Ostatecznie zrobiłem dwa (w kilku wariantach). Pierwsze, tu publikowane, wzmocniło postanowienie, które kiełkowało od jakiegoś czasu, żeby zająć się tematem produkcji cukru w Polsce, głównie mam na myśli fabryki białego proszku (do którego mam niemałą słabość). Otóż jadąc z wymienionego już wcześniej Gostynina (gdzie nie podjechałem do Krajowego Ośrodka Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym) przejeżdżałem obok Cukrowni Dobrzelin i tam zrobiłem pierwsze tego dnia zdjęcie (w kilku oczywiście wariantach). Już wcześniej fotografowałem inne cukrownie, np. w Leśmierzu czy Opolu Lubelskim. Z tą ostatnią jestem w pewien sposób związany. Mieczysław Kieres, dziadek mojej żony, pochodził z Kujaw, w 1939 roku w wieku 21 lat wykonywał loty bojowe jako strzec pokładowy w samolocie PZL.23 „Karaś” 42 Eskadry Rozpoznawczej 4 Pułku Lotniczego. Po 1945 jako także były żołnierz AK "wolał" zmienić miejsce zamieszkania i wyjechał jak najdalej czyli na Lubelszczyznę. Osiedlił się w Opolu Lubelskim gdzie całe potem życie pracował w miejscowej cukrowni, której po jakimś czasie został dyrektorem. Poznałem go w 1994 roku, ostatnim jego życia. Potem wielokrotnie przebywałem i pomieszkiwałem w mieszkaniu w koloni bloków wybudowanych dla pracowników cukrowni (mieszkała tam wtedy babcia mojej żony). Pamiętam jak wczesną jesienią zaczynała się "kampania cukrownicza", wielka ceglana cukrownia w mglistych oparach pracowała 24 godziny na dobę. Na olbrzymim placu rosła hałda buraków zwożonych przez plantatorów. Rozjeżdżone, wielki buraki zalegały okoliczne drogi (wypadały z przyczep holowanych przez ciągniki lub z ciężarówek), a powiatowe miasteczko całymi tygodniami spowite było specyficznym zapachem wysłodków. 

Dobrzelin i zbiornik Cukrowni Dobrzelin, 2026