sobota, 18 listopada 2017

100.000

Przeglądając pudełko ze starymi zdjęciami znalazłem mandat, którego, jak mi się wydaje, nie zapłaciłem do tej pory...
 

piątek, 10 listopada 2017

TKJ


Pojechałem nie tylko uzupełnić braki paliwa, ale i umyć brudny, jak ciągnik po powrocie z pola, samochód. Wjeżdżając na oświetloną na zielono stację benzynową brytyjskiego koncernu zauważyłem, że oba stanowiska samoobsługowej ręcznej myjni są zajęte. Jedno przez volvo, drugie przez skodę octavię z rowerowym bagażnikiem z tyłu, dodatkowo trzeci samochód stał w kolejce. Trochę się zdziwiłem, bo był to listopadowy, późny niedzielny wieczór. Najpierw kupię gaz i benzynę, a potem zadecyduję, najwyżej zrezygnuję. Tankowanie, płacenie kartą, nabijanie drugiej punktami, odebranie trzech promocyjnych kuponów i odmówienie propozycji zakupu płynu do spryskiwaczy, kawy i hot-doga zabrało sporo czasu. Nie zdziwiłem się więc, że przed myjnią zaszły zmiany. Volvo odjechało, na jego miejsce wjechał oczekujący w krótkiej kolejce samochód, była to leciwa toyota corolla. Nie wahałem się, stanę jako pierwszy i jedyny oczekujący, a skoda zaraz odjedzie, przecież stoi w myjni już co najmniej od 20 minut. Zaparkowałem okrakiem pomiędzy dwoma stanowiskami, a nuż z toyotą pójdzie jednak szybciej? Ten krótki czas oczekiwania postanowiłem przeznaczyć na przejrzenie kuponów, które wręczył mi pracownik stacji: 100% punktów Payback za zakup min. 25l paliwa regularnego, odbierzesz pyszną dużą białą lub czarną kawę za 2 zł i przeznacz punkty na jeden z produktów Black+Decker oferowanych w atrakcyjnych cenach. Skończyłem, a skoda nie odjechała. Trochę długo, pomyślałem. Rozejrzałem się i z podwójnym zdziwieniem dostrzegłem, że kojarzę właścicielkę toyoty, prowadzi własny biznes, ulokowany w strefie kultury, i że (to drugie zdziwienie) nie zaczęła jeszcze myć pojazdu, tylko nerwowo obchodzi go, otwiera drzwi i zagląda do schowków. Chyba szukała przez ten czas pieniędzy, bo w końcu wrzuca monetę. Tu muszę dodać, że opłaty za myjnię na tej stacji są wyjątkowo bandyckie, 1 zł za 45 sekund. Zaczyna się w końcu mycie toyoty. Uwagę przenoszę na skodę. Młodemu kierowcy ubranemu w sportowy strój skończył się opłacony czas. Zacząłem szykować się do uruchomienia samochodu, ale sportowiec nie odjechał, wyjął wielką gąbkę i z energią zaczął trzeć błyszczącą już karoserię. Przeniosłem wzrok na właścicielkę toyoty, właśnie skończyło jej się ciśnienie w myjce, musiała wrzucić najmniejszy nominał. Nie łudziłem się, że skończyła, ledwo przecież zaczęła. Plącząc się w wąż dostarczający wodę podeszła do automatu i po kolejnych poszukiwaniach wrzuciła następną monetę, a raczej już monety, to było logiczne po doświadczeniu, ile działa maszyna gdy dostarczyć jej drobnego bilonu. Gorąca woda z mikroproszkem Powerpearl Micropowder trysnęła, a ten od skody nadal kolistymi ruchami pocierał auto. Nie zdążył skończyć gdy właścicielce toyoty, przyjmijmy pani C. znów skończył się opłacony czas. Czyżby chciała umyć samochód dwoma złotymi? Nie byłoby to specjalnie dziwne, też nie lubię przepłacać, ale w półtorej minuty nie da się umyć auta. Wrzuca więc po raz kolejny. Opłacony przez właścicielkę toyoty automat po raz trzeci zatrzymuje się zanim kierowca skody przestaje używać gąbki. Gdy w końcu przestaje, to pani C. wrzuca po raz czwarty monetę, lub, wciąż mam nadzieję, monety. Patrzę w lusterko. Za mną pojawia się kolejny samochód w kolejce. Po odłożeniu gąbki, szybkim krokiem właściciel skody zbliża się do mechanizmu poboru pieniędzy i wrzuca monety lub, jak bardziej przypuszczam, monetę, przecież chce tylko spłukać lśniącą karoserię. W tym czasie pani B. wrzuca po raz kolejny złotówkę, zaczynam przypuszczać, że to się nie zmieni. Skoda opłukiwana jest dokładnie, ale nie przesadnie długo, kierowca odkłada myjkę do stojaka. Patrzę w lusterko i widzę następny samochód ustawiający się na końcu kolejki. Koncentruję się w tym momencie na skodzie, zaraz odjedzie. Jej właściciel podchodzi jednak do zamocowanego na haku rowerowego bagażnika szwedzkiej firmy i odchyla go do tyłu. Ten model sprytnie jest tak skonstruowany, że można go przechylić by otworzyć tylną klapę hatchbacka lub kombi. Jednak właściciel skody nie otwiera klapy, tylko sięga po odłożoną gąbkę i zaczyna tym razem wycierać bagażnik, który odchylił by mieć po prostu lepszy do niego dostęp. Z tyłu ustawia się kolejne auto. Przestaję liczyć, który raz pani od toyoty wrzuca najmniejsze z przyjmowanych przez urządzenie nominałów. Sportowiec skończył właśnie szorowanie bagażnika, sięga po pieniądze i uruchamia myjkę, spłukuje, pani C. wrzuca po raz kolejny złotówkę, a  ja patrzę. W lusterku widzę, że osoby w autach, już w pięciu, też patrzą i komentują. Pani C. wrzuca jeszcze kilka razy monety w rytmie co 45 sekund, a kierowca skody opłukuje dokładnie każdy element bagażnika i odkłada myjkę. Dopiero wtedy zauważam, że ma wyjęte z samochodu dywaniki. Otrzepuje je i mocuje na specjalnych uchwytach. Wrzuca monety i myje gumowe prostokąty, gdy kończy sięga po gąbkę, potem jeszcze tylko płukanie wodą pod ciśnieniem, więc wrzuca jeszcze raz.  W tym czasie pani C. poświęca jeszcze 3 zł. Na 3 raty. Skoda odjeżdża. Tkj.

sobota, 4 listopada 2017

Winobluszcz trójklapowy

Porządkując archiwum wpadły mi w oko zdjęcia, które jakiś czas zrobiłem w czasie kręcenia klipu reklamowego w naszym mieszkaniu. Tytuł "winobluszcz" dlatego, że patrząc na tę fotografię widzę przede wszystkim mój winobluszcz, który, gdy tylko na chwilę wyjechałem, wyciął nienawidzący mnie sąsiad, tak jak i dziesiątki innych roślin.




czwartek, 2 listopada 2017

W Castoramie

przedwczoraj szukałem czegoś w co opakuję prace na wystawę. I znalazłem tekturę falistą.


Przy okazji zapraszam w środę do Galerii Spokojna, jest to galeria Wydziału Sztuki Mediów Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, na godzinę 17.



poniedziałek, 30 października 2017

znowu "Kami" (1)

Znowu wrzucę kilka zdjęć budek "Kami". Temat raczej nikczemy, ale uzbierało mi się trochę nowych obrazków. Po raz pierwszy o budkach pisałem na blogu tu i tu.

 z cyklu "Kami", Łódź, 2017

poniedziałek, 16 października 2017

Czas ucieka

W sobotę pojechałem na pogrzeb. Byłem w Józefowie nad Wisłą i Rybitwach. Wróciłem na chwilę w rejon, który kilkanaście lat temu intensywnie eksplorowałem.