piątek, 19 stycznia 2018

Żeby nie było żadnych wątpliwości

Łódź, 2017
Od najmłodszych lat, żeby nie było żadnych wątpliwości kim jesteś. Mur w barwach narodowych otacza plac zabaw dla dzieci. Pasy bieli i jaskrawej czerwieni mają kilkadziesiąt metrów długości. Po jednej stronie muru jest część prawosławna trójwyznaniowego Starego Cmentarza. Po drugiej, oprócz widocznego placu zabaw jest uliczka z czteropiętrowymi blokami, pewnie z lat 60-tych (z okien jednego z nich zrobiłem zdjęcia), jest też nawet jeden współczesny "apartamentowiec". Mieszkańcy tych domów jak tylko zbliżą się do okien, nieustannie dostają biało-czerwone uderzenie. Malowanie czegoś takiego musiało trwać. Jeśli jest to zrobione oficjalnie skandal tym większy. 


Mur jest naprawdę długi.

piątek, 12 stycznia 2018

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Tuwima

Z cyklu 12.000, Tuwima ?, Łódź
Taką kamienicę, przyklejoną do nowych budynków w kompleksie dawnej EC1, znalazłem wchodząc na podwórko przy Tuwima 52.Widać też, że zostało ścięte tu duże drzewo.

piątek, 29 grudnia 2017

Ruda

"Dawniej Ruda była zamieszkana także przez wielu Niemców i Żydów, którzy pozostawili po sobie znaczące dziedzictwo", to cytat z Wikipedii. Niedawno zrobiłem sobie przejażdżkę po tej części Łodzi, czyli po Rudzie Pabianickiej. Miłe miejsce...


wtorek, 26 grudnia 2017

Na Barlinek


Z cyklu "Sukcesje", Łódź, 2017

Trzy dni przed Wigilią zrobiłem kolejne zdjęcie do cyklu "Sukcesje". Wiatę z dachem porośniętym mchem zobaczyłem dwieście metrów od mojej kamienicy. Może wcześniej zieleń okolicznych drzew powodowała, że nie dostrzegałem tego motywu i potrzebny był szary grudzień by go zobaczyć. Na fotografii, obok przykładu sukcesji roślin w środowisku miejskim, widać także parę dżinsów leżącą  na trawniku. Trzy metry od ulicy Wólczańskiej, sześć od Radwańskiej, bezpośrednie przy szpitalu im. M.Pirogowa w Łodzi. Może ktoś chciał, przebrawszy się w piżamę pacjenta, do niego przeniknąć, a spodnie porzucił przy chodniku? Przenikanie do szpitala opisane jest w mojej ulubionej (w szkole podstawowej) książce. Zyzio Gnacki z Okistem przenikają w "Adelo zrozum mnie" Edmunda Niziurskiego. Pierwsza książka tego autora jaką czytałem i było to w drugiej lub trzeciej klasie, więc byłem na ten tytuł trochę za młody, ale od razu ją pokochałem.
 - na Barlinek? - spytał mężczyzna koło autobusowego przystanku. To już nie działo się w Łodzi. Dwadzieścia lat temu jechaliśmy w jedną z pierwszych dłuższych podróży, pierwszym własnym samochodem, Srebrnym Szerszeniem. Czekał pod moim blokiem na Bałutach, aż zrobię prawo jazdy, kupiłem go bowiem zanim jeszcze zrobiłem konieczne uprawnienia. Pieniądze na garbusa o pojemności silnika 1200, zrobionego w Meksyku miałem po zdobyciu złotego medalu na Talente 1996 w Monachium, a dokładnie po sprzedaży nagrodzonej pracy Targom Monachijskim. Tak więc przejeżdżaliśmy z Tamarą przez Gorzów Wielkopolski kierując się na północ. To było przed erą gps-ów, nie będąc pewnym drogi zatrzymaliśmy się na chwilę by stojącego koło przystanku autobusowego mężczyznę spytać o kierunek na Barlinek (jechaliśmy do mikroskopijnej miejscowości położonej w lasach właśnie w tamtym kierunku). Wskazówki były jak to zwykle bywa proste dla wskazującego, a dla nas już nie bardzo.
- to ja wam pokażę - zaoferował nieznajomy - jadę do Kłodawy, to po drodze...
Usiadł obok mnie, Tamara przeniosła się do tyłu. Ruszyliśmy.
- na Barlinek? - zapytał - na Barlinek! - odpowiedzieliśmy dziarsko.
Gdy po minucie zapytał jeszcze raz -  na Barlinek? -  nie widziałem w tym nic dziwnego. Ale gdy ta pytająca fraza pojawiła się po raz kolejny, kolejny i kolejny, zaniepokoiłem się. W lusterku widziałem, że Tamara też. Gdy spytał o to samo chyba po raz dwudziesty właśnie dojechaliśmy do Kłodawy. Odetchnąłem - dojechał pan, gdzie mam się zatrzymać? - powiedziałem.  - Na Barlinek? - usłyszeliśmy w odpowiedzi  - mogę tak z wami jechać do końca życia - powiedział spoglądając na mnie zamglonymi oczami i dodał - na Barlinek? Jechaliśmy więc razem dalej, mijały długie minuty, lasy i wsie - nie odpowiadaliśmy już na jego monotonne pytania.
Wysadziłem go siłą na przystanku PKS-u w jakiejś innej miejscowości. Wtedy zobaczyłem, że jest w kapciach i przypomniałem sobie, że w Gorzowie zatrzymaliśmy się na chwilę koło szpitala.
Dziś ostatni dzień Świąt, dżinsy leżą dalej.

niedziela, 24 grudnia 2017

Zwierzęta

 Będąc dzieckiem co roku w Wigilię słyszałem, że tego dnia dowiem się co o nas myślą.

 Z cyklu "Animals Town"

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Czortków

Przyglądając się zdjęciom załączonym do poprzedniego posta można zauważyć, że nastąpiła u mnie pewna zmiana. Przypomniałem sobie przy tej okazji o swoim dziadku, Józefie Rawluku, który chodził pisać pracę (doktorską, habilitacyjną zrobił później) na dworzec kolejowy Łódź Kaliska. Bo tam w poczekalni miał większy spokój niż w domu. Była to pierwsza połowa lat pięćdziesiątych, mieszkał z żoną i dziećmi w mikroskopijnym mieszkaniu w kamienicy przy ulicy Żeromskiego. Na Kaliski miał więc 20 minut piechotą. Dziadkowie przyjechali do Łodzi chyba w roku 1945. Był ekonomistą, zajmował się więc w PRL-u dziedziną, która nie przeszła próby czasu. Napisał sporo podręczników. Można je nawet od czasu do czasu znaleźć na popularnym portalu. Dziś znalazłem tam trzy aukcje.

 źródło:  Allegro.pl

Rodzinna miejscowość Józefa Rawluka to Turylcze w dawnym województwie tarnopolskim. W pobliskim Czortkowie w 1940 roku został uwięziony przez czerwonoarmistów za udział w powstaniu czortkowskim jego brat, Michał Rawluk, podobno doskonale zapowiadający się matematyk, najzdolniejszy z trójki braci (trzeci to Bernard). Po śledztwie został skazany na karę śmierci. O tym, że ten wyrok został z całą pewnością wykonany dowiedzieliśmy się dopiero kilkanaście lat temu, kiedy udało się dotrzeć do dokumentu, w którym radziecki sąd odrzuca prośbę o ułaskawienie. Przeglądając nieliczne informacje o tym szerzej nieznanym epizodzie antysowieckim jakim było powstanie czortkowskie, przeczytałem listę osób skazanych na śmierć: 1 podoficer zawodowy (plutonowy), 2 rolników, 1 uczeń piekarski, 1 księgowy, 1 malarz, 1 ekspedient, 1 masarz, 1 muzyk, 2 ślusarzy, 1 stolarz, 1 kierowca, 1 woźnica, 1 fryzjer, 1 kolejarz, 1 strażnik więzienny, 1 uczeń szkoły rolniczej, 1 uczeń szkoły handlowej i 2 gimnazjalistów. Michał Rawluk był gimnazjalistą.

 panorama Czortkowa, źródło: https://zas.bn.org.pl

 panorama Czortkowa, źródło: https://kresownianie.info


panorama Czortkowa, źródło: https:/kresy.pl


 

piątek, 15 grudnia 2017

Rozwiązanie

Otóż Bogusław Linda i Cezary Pazura idą do mnie.
A tak serio, to korytarz, którym skradają się, to ten sam, po którym, (chciałem napisać codziennie, ale aż tak ciężko nie mam) idę do pracy. Przechodzę wzdłuż tych samych ceglanych ścian by otworzyć Pracownię Dokumentu Fotograficznego.
Oczywiście jak kręcono Psy to byłem początkującym studentem Akademii Sztuk Pięknych, pamiętam B.L. i C.P. pałaszujących bigos w akademickim bufecie...







czwartek, 14 grudnia 2017

Quiz

Zagadka: w jakim wnętrzu sfilmowana została ta scena z Psów?
Jeśli kogoś to ciekawi, odpowiedź będzie jutro...


zdjęcie z serwisu gazeta.pl

czwartek, 7 grudnia 2017

Rysunek Gienia czego tu nie ma, czyli Gdańska 90.

Z cyklu 12.000, Gdańska 90, Łódź

E-dym, Planeta alkoholi i inne w kamienicy, której nie byłem w stanie zmieścić w jednym kadrze (przy ogniskowej 17mm). Fotografia jest więc złożona z dwóch zdjęć.

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Gdańska 111

Z cyklu 12.000, Gdańska 111, Łódź

Budynek na zdjęciu to dom Reinholda Wyssa. W 1930 przeszedł na własność Diecezji Łódzkiej. Obecnie mieszczą się w nim biura Caritas, Dom Dziennego Pobytu dla seniorów, Specjalistyczna Świetlica Środowiskowa dla dzieci oraz Kuchnia Społeczna dla ubogich.
Na stronie Beadeker łódzki znalazłem dokładniejsze informacje o pierwszym właścicielu. "Reinhold Wyss był założycielem i właścicielem założonej w 1870 roku pierwszej w Polsce fabryki szpulek i wyrobów drzewnych. W końcu XIX wieku produkcja oscylowała wokół 350 tysięcy drewnianych szpulek do nici o wartości 180 tysięcy rubli. Po śmierci właściciela fabryką zarządzali spadkobiercy, ale firma nadal pozostawała w rękach rodziny Wyss. Po przekształceniu w spółkę o charakterze rodzinnym spadkobiercy ww. właściciela wdrożyli nowe technologie i znacznie rozszerzyli asortyment produkcji. Zakład w okresie międzywojennym posiadał własny tartak i zatrudniał 175 osób"


 fotografia z http://baedekerlodz.blogspot.com