czwartek, 3 sierpnia 2017

Cortona On The Move



 fot. Tamara Rawluk

Choć nie opuszczaliśmy kabin samochodów, musieliśmy się nieźle wspinać by dotrzeć do domu. Mając 2,4 litrowy silnik ostanie 10 km trasy pokonywałem prawie cały czas na pierwszym biegu. Przyjechaliśmy do Toskanii, przyjaciele by poczuć się jak w bardzo popularnym filmie, a ja nie bardzo wiedziałem po co. Jednak czekał na mnie Cortona On The Move International Photography Festival.
Impreza odbywa się w Cortonie w blisko dziesięciu ciekawych lokalizacjach, a biorąc pod uwagę zwarty, niewielki obszar miasteczka wszystko jest praktycznie obok siebie.
Nie widziałem wszystkich wystaw, nie miałem na to wystarczająco dużo czasu, mimo, że mieszkałem niemal na szczycie góry gdzie obok naszego samotnego domu przebiegał szlak, którym po przejściu 10 kilometrów można było dojść do miasta.
Porównanie imprezy w Cortonie z fotofestiwalem w Łodzi, który skończył się ponad miesiąc temu, wypada zdecydowanie na korzyść tego pierwszego. W Łodzi postawiono na to co w Fotografii jest drugorzędne, a wręcz na to co ją degraduje. W Cortonie były ciekawe, obszerne cykle, interesująco podane, które dobrze się oglądało (przynajmniej takie widziałem). Główny zdjęciem, które pojawiało się na plakatach promujących imprezę była fotografia Justyny Mielnikiewicz, która pokazywała, w Vecchio Ospedale (nieczynnym, piętnastowiecznym szpitalu) swój projekt zrealizowany w dawnych republikach ZSRR.


 jedno z pomieszczeń w Vecchio Ospedale





sobota, 24 czerwca 2017

Trochę szczegółów

"Jedynka" jest książką sporych rozmiarów, ma 236 stron, fotografii jest ponad dwieście. Spis treści znajduje się na drugiej i trzecie stronie okładki i ma charakter graficzny, dopracował go według mojego pomysłu Wawrzyniec Strzemieczny, tak samo stało się również w przypadku pierwszej strony okładki. Chciałem by była na niej cyfra 1 napisana na wzór średniowiecznych inicjałów, Wawrzyniec zrobił resztę.








  Byłem wczoraj na Poczcie Polskiej, gdzie stałem w kolejce by wysłać paczkę do Wojtka Wilczyka, który jest autorem jednego z dwóch tekstów w "Jedynce". To szósta moja samodzielna książka fotograficzna, może to przesada, pomyślałem... uspokoiłem się jednak szybko bo dostrzegłem książki siostry Marii...

wtorek, 20 czerwca 2017

National Geographic

w numerze specjalnym z roku 2003 wykorzystał moje zdjęcie znad Narwi. Ta fotografia trochę później znalazła się w albumie wydanym także przez NG. Zaliczyła też kilka dużych plenerowych wystaw organizowanych w większych miastach w Polsce pod podniosłym tytułem "Wielka wystawa fotografii. Świat w obiektywie NG".
Po co o tym piszę? Byłem dwa dni temu po prawie 15 latach w pobliżu. Postanowiłem pójść tam o tej samej porze dnia co wtedy. Tak więc o godzinie (około) trzeciej czterdzieści nad ranem poczułem jakbym wchodził jeszcze raz do tej samej rzeki. Są przestrzenie, w których wydaje się, że czas płynie wolniej, ale to złudzenie.
Fotografia z 2003 roku zrobiona jest Mamiyą 645 na slajdzie Kodaka lub Fuji (muszę sprawdzić) obiektywem 80mm (chyba), a nowa Canonem 5d MKII.



Narwiański P.N., 2003

 Narwiański P.N., 2017

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Chyba jednak siła odśrodkowa


Bańkę zwaną też kanką nosiłem codziennie idąc przez łąki, gdy pomieszkiwałem kilka lat w Bukowinie Tatrzańskiej. Po mleko posyłała mnie Babcia. Szedłem do Kuchtów lub Koszarków. Noszenie mleka stało się jeszcze bardziej przyjemne gdy dowiedziałem się o sile dośrodkowej. Praktykowanie tej siły polegało na kręceniu kół bańką pełną mleka. Fakt, że mleko w pewnym momencie było "głową w dół" i nie wylewało się sprawiało dziecku jakim wtedy byłem ogromną przyjemność. Czasem przy tym wymachiwaniu poślizgnąłem się (zwłaszcza na śniegu) więc mleko i tak się rozlewało...

 Z cyklu "Ojczyzna", Pajewo, 2017