Inny rejon Hawierzowa.
![]() |
| Z cyklu "Przypadkowe miasta", Havířov, 2022 |
Hawierzów (havir - górnik) to najmłodsze miasto w Czechach. Miejscowość powstała w okresie socrealizmu i widać to prawie we wszystkich jego dzielnicach. Jest najobszerniejszym przykładem socrealistycznej architektury i urbanistyki jakie widziałem do tej pory. We wspomnianej w poprzednim poście dzielnicy Szubmark odniosłem kolejne wrażenie, tym razem wydawało mi się, że najczęściej spotykaną tu formą biznesu jest zastavarna czyli lombard.
| Z cyklu "Przypadkowe miasta", Havířov, 2022 |
Akurati dwa dni temu przeczytałem, że w Hawierzowie, w samochodzie typu śmieciarka, została (nieumyślnie) zgnieciona kobieta, która spała w pojemniku z odpadami. Przeglądając swój zestaw zdjęć widzę zarejestrowane pojemniki oraz ekipę sprzątającą, której przyglądałem się przez chwilę.
![]() |
| Z cyklu "Przypadkowe miasta", Havířov, 2022 |
| Z cyklu "Przypadkowe miasta", Havířov, 2022 |
![]() |
| Z cyklu "Przypadkowe miasta", Havířov, 2022 |
![]() |
| Z cyklu "Przypadkowe miasta", Havířov, 2022 |
![]() |
| Z cyklu "Przypadkowe miasta", Havířov, 2022 |
![]() |
| Z cyklu "Przypadkowe miasta", Havířov, 2022 |
Praca, o której pisałem dwa posty wcześniej prawie już skończona, w międzyczasie powstała kolejna. To też inspiracja moją fotografią. Nie malowałem, jak już wspominałem, ponad 25 lat i były to wtedy głównie obrazy abstrakcyjne.
![]() |
| Z cyklu "Pomniki wojny", Tomaszów Mazowiecki, 2022 |
To zdjęcie zrobione dzisiaj nie jest, jak może się wydawać, kolejnym obrazkiem z motocyklem Suzuki Van Van. Oprócz pracy nad materiałem z rejonu przyszłej lokalizacji CPK, wróciłem do swojego cyklu "Pomniki wojny", w którym pokazuję schrony bojowe we współczesnej przestrzeni. Byłem dzisiaj w Tomaszowie Mazowieckim skąd przywiozłem kilka interesujących kadrów. Na tej fotografii widać budynek z napisem Wulkan, kryje on w sobie niemiecki schron bojowy Ringstand 58c (znany też jako "Tobruk"). Bunkier jest niewidoczny, ponieważ został całkowicie "obłożony" garażami.
![]() |
| Z cyklu "Centralny Port Komunikacyjny", 2022 |
Zacząłem fotografować teren, który ogłoszono jako lokalizację Centralnego Portu Lotniczego. Jeśli dojdzie do jego powstania, olbrzymia przestrzeń ulegnie całkowitej zmianie. Domy, które przede wszystkim były celem moich rejestracji, zostaną zburzone. To dopiero pierwsze opublikowane na blogu zdjęcie z cyklu, ale myślę, że to może będzie bardziej projekt o tym jak wygląda "przeciętna" Polska, a samo lotnisko (niezależnie czy powstanie lub nie) będzie tu pretekstem. Słowo pretekst może jest trochę nie na miejscu, bo ta sytuacja wpływa już od lat na żyjących tu w niepewności ludzi i dla większości z nich jest dramatyczna. Użyłem sformułowania "przeciętna" bo ten rejon to "najzwyklejsza Polska", raczej nieszczególnie zamożne Mazowsze, zbyt daleko od Warszawy by czuć jakiś wpływ stolicy. Niezbyt intensywnie zaludnione przestrzenie w mniej więcej w środkowej części kraju.
Koniec z lenistwem. Ruszyłem więc zacząć realizować jeden z pomysłów na cykl. A ponieważ dotyka mnie lekka forma poriomanii, to już nie mogłem się doczekać. Ruszyłem w piątek. No i dupa. Burza, ulewa, grad, musiałem zostać parę kilometrów od Łodzi.
Od wczoraj montujemy wystawę. W piątek o 19.00 otwarcie. Galeria Pop-Up, Ogrodowa 8, Łódź. Zapraszam.

![]() | |
| Elektrownia Kozienice, 2022 | |
Krajobrazy
z polskimi elektrowniami węglowymi pokażę
w ramach tegorocznego Fotofestiwalu. Szczegóły wkrótce. Wystawę
robię razem z Markiem Domańskim. Nasze przedsięwzięcie
zatytułowaliśmy "Wspólnota węgla". Materiał realizowaliśmy osobno,
ale i częściowo razem, jadąc na przykład z Łodzi na motocyklach
fotografować elektrownie: Łagisza, Jaworzno i Łaziska. Dwukrotnie
dotarliśmy też wspólnie do Elektrowni Turów. Za drugim razem
zainstalowaliśmy się w Bogatyni, z której robiliśmy wypady, takie
np.
jak okrążenie kopalni i elektrowni na rowerach składakach. Gdy tak
okrążaliśmy industrialny teren naszymi pojazdami o małych kółkach
pojawił się wielki pickup Isuzu z ochroną elektrowni, która
próbowała nas zaprosić groźnym głosem do samochodu. Marek odezwał
się do nich po niemiecku, to kompletnie odebrało im inicjatywę.
Skończyło się na tym, że przez dwie godziny jechali za nami w
odległości kilku metrów, pilnując każdego naszego ruchu. A my nie
śpieszyliśmy się, rozwijaliśmy prędkość 10 km/h i co chwila
zatrzymywaliśmy się o milimetry przed tabliczkami "Wstęp
wzbroniony", nie przekraczając ich jednak. Monty Python.