czwartek, 10 września 2020

Wszystko składane (58)


W niedzielę rano zaparkowałem samochód na jednej z bocznych ulic od Płowieckiej. Na pierwszy rzut oka nie było tu nikogo. Wyjąłem z samochodu składany rower. Zamontowałem na kierownicę torbę z aparatami. Zapiąłem kurtkę bo było dość chłodno. Wiedziałem tyle, że ruszam w kierunku północno-wschodnim by po kilkunastu kilometrach jechać trochę bardziej na zachód, a po pewnym czasie zacząć odwracać się ku południu, aby na koniec zrobić pętlę i wrócić w to samo miejsce. Rozejrzałem się jeszcze raz, po chodniku szedł wysoki mężczyzna, gdy był niedaleko wszedł pomiędzy rosnące tu drzewo oraz fasadę domu i zniknął. Byłem gotowy, wsiadłem na rower. Wtedy, kątem oka zobaczyłem, że facet schowany za drzewem pije wódkę wprost z butelki. Ruszyłem i w tym samym momencie runąłem na środek drogi, a dokładnie spadłem na rower, który znalazł się pode mną. Amator wysokich procentów o poranku wyskoczył zza drzewa, bez namysłu schował flaszkę pod kurtkę i ruszył mi na pomoc. Choć bolało jak diabli, uśmiechnąłem się szeroko i krzyknąłem, że wszystko ok, że nic się nie stało, bo to po prostu element mojej rowerowej techniki jazdy i takie sytuacje to dla mnie normalka. Gdy jakoś wstałem zorientowałem się, że przyczyną upadku był nieprecyzyjnie dokręcony wspornik kierownicy. Nie mając podparcia nie mogłem zrobić nic i poleciałem bez żadnej kontroli, najpierw do przodu, a potem w dół. Potłukłem się dość mocno. Zazwyczaj nie składam kierownicy, ponieważ rower bez problemu mieści się w Hondzie Element, którą jeżdżę. Dzień wcześniej jednak pokazywałem znajomym jak fajnie Brompton składa się na trzy razy. Robiłem to będąc po paru winkach i rozłożyłem potem rower zbyt nonszalancko. Mimo wszystko niedzielna wyprawa po przedmieściach była udana co mam nadzieję będzie widać w kolejnych wpisach na blogu. Tylko 10 kilometrów przed końcem złapałem gumę w tylnym kole. Nie miałem dętki, ani narzędzi ( demontaż tylnego koła w Bromptonie jest dość trudny, można zobaczyć instruktażowe o tym filmiki na YT), pompowanie nic nie dawało, uszkodzenie było zbyt duże, końcówkę trasy miałem więc z tzw. buta.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza