wtorek, 5 listopada 2013

Kamienice na Kilińskiego (5)


 Kilińskiego 153

 Kilińskiego 151

 Kilińskiego 150

 Kilińskiego 148

 Kilińskiego 142

 Kilińskiego 139

 Kilińskiego 136a

 Kilińskiego 129, to raczej dom niż kamienica

 Kilińskiego 127


wtorek, 29 października 2013

Z dedykacją dla Wojciecha Wilczyka


Odwołanie się do prac Wojciecha Wilczyka jest oczywiste nie tylko z powodu grafitti. Bo to nie jedyna koincydencja. Ostatnio bowiem fotografuję kamienice na obszarze getta. I oprócz ujęć pojedynczych kamienic nie mogłem nie zrobić także tego kadru. Zdjęcia wykonane na terenie dawnego Litzmannstadt Getto będę chciał wykorzystać nie tylko w projekcie 12.000 kamienic, ale w pogłębionym materiale o tym miejscu.  W przeciwieństwie do warszawskiego, łódzkie getto pod względem tkanki architektonicznej w wielu miejscach prawie nie zostało zmienione.




piątek, 25 października 2013

Kamienice na Kilińskiego (4)

Kilińskiego 201

też Kilińskiego 201

Kilińskiego195a, to nie kamienica

Kilińskiego 180

Kilińskiego 178

Kilińskiego 176, na górze jedno okno oryginalne, okrągłe, drugie na miarę naszych czasów i możliwości

Kilińskiego 172, to chyba była kamienica, bo już nie wygląda.

Kilińskiego 164

Kilińskiego 162

Kilińskiego 158

Kilińskiego 156

Kilińskiego 152, tu nie chciałbym nigdy przyjść.
















środa, 23 października 2013

Rewolucji 1905 r.


To jest doskonały przykład pokazujący jeden z powodów, że warto dokumentować łódzkie kamienice. Bo jak pisałem znów stają się "piękne" i "nowe". I niech zasłona miłosierdzia spadnie na ten fiolet. No nie mogę. Patrzeć.

Ale, niespodzianka. Miła. Byłem dzisiaj zrobić zdjęcie w bardziej rozproszonym świetle i fioletu już nie ma. Tylko przełamana szarością biel. Więc to jednak próba była.

niedziela, 20 października 2013

Widzę co wiem (4)

Przypominam sobie, że mając dwadzieścia jeden lat byłem studentem pierwszego roku ASP. Młodzieńcem, który myślał, że właśnie zacznie się coś dziać w jego życiu. Nie zarobiłem jeszcze ani złotówki, nie miałem dziewczyny, mieszkałem z rodzicami. Próbowałem malować i miałem bardzo długie włosy.
Widzę na zdjęciu kamienicę przy ulicy Kilińskiego 95 przylepioną do dużo większej przy Kilińskiego 93.
Widzę okrągły ślad na ścianie i wiem, że to miejsce po telefonie na żetony lub karty.
Widzę, choć na fotografii jest niewiele większy od tego śladu po telefonie, Hotel Polonia. Jest odnowiony. Nie wiem czy to już hotel, a nie otel jak przez ostatnie lata. „Gugluję” więc i czytam: „ (Expres Ilustrowany) Seks na balkonie w łódzkim hotelu Polonia. Na balkonie na ostatnim piętrze hotelu Polonia w sobotę, ok. godz. 15.30, para kochanków... uprawiała seks. Ich miłosne igraszki uchwycił na zdjęciach nasz czytelnik, pan Mieczysław. – Jestem sztukatorem, dlatego bardzo często, spacerując po mieście, przyglądam się fasadom budynków, fotografuję je – opowiada. – I tak też było w sobotę. Spojrzałem na hotel, pstryknąłem kilka zdjęć i nagle zobaczyłem, że na balkonie na V piętrze para uprawia seks. Własnym oczom nie wierzyłem! Kobieta oparta była o balustradę, mężczyzna stał za nią. Wszystko trwało kilka minut. Pan Mieczysław zrobił zdjęcia. Zastanawiał się, czy powinien zawiadomić straż miejską o erotycznych ekscesach na hotelowym balkonie.
– A niech każdy kocha się tam, gdzie chce – uznał. – Następnym razem nakręcę film”.
Widzę dwa samochody. Czerwony jest tylko elementem kompozycji, pysk czarnego bmw, to już coś poważniejszego.
Dla mnie centralnym obiektem tej fotografii, jest plastikowa budka. To modułowy kiosk z początku lat 90 tych. Wiem, że było ich bardzo dużo. Właśnie takich samych. To produkt firmy „Kami”.
Kioski tej firmy są jednym z symboli traktowania przestrzeni publicznej w Łodzi. Pojawiły się w czasach transformacji. Na początku lat 90-tych idealnie zaspokajały potrzeby małego biznesu, któremu rozkładane łóżka już nie wystarczały. Sprzedane w ilości kilkunastu tysięcy utkwiły w przestrzeni publicznej miasta do dnia dzisiejszego. Były potrzebne, ale opanowały tę przestrzeń, w której nie powinny się znaleźć. Ustawiane byle jak na fragmentach pokruszonych płyt chodnikowych, ogniskują nasze traktowanie przestrzeni publicznej, co w niej umieszczamy i jak nie potrafimy się tego potem skutecznie pozbyć.
W takich budkach sprzedawano też warzywa i owoce, na przykład banany. A jak jest wartość odżywcza 100 g banana? Proszę bardzo: węglowodany 22,84g, błonnik 2 g, woda74g, tłuszcz 0,48g, białko 1,09g, cukry 2,23g, błonnik 2,4g, fosfor 22 mg, żelazo 0,26 mg, sód 1 mg, potas 358 mg, beta-karoten 300 μg, witamina B3 0,7 mg, witamina B5 0,34mg, witamina C10 mg.
Wiem, też że z tymi bananami to nie do końca mniam. Otóż, Chiquita Brands International Inc. przyznała się do współpracy z szwadronami śmierci (AUC) w Kolumbii. W latach 1997 – 2004 dostarczała partyzantce AUC nielegalnie broń i przekazała prawie dwa miliony zielonych niebananów. Czyli koncern bananowy przez lata finansował terrorystyczną armię, która chroniła jego interesy. To informacje, które można przeczytać w wielu miejscach w sieci, także w mainstreamowych mediach. Ale, ponieważ skarżącymi Chiquitę byli Amerykanie, to czy czytać te informacje dosłownie i jak je interpretować, nie wiem. Wiem, że nie wiem.
Widzę grafitti zrobione szablonem. Pojawiło się w 2011 roku przed procesem w sprawie wypadku w fabryce Indesit. Pięć osób z kierownictwa fabryki lodówek zostało skazanych. Sąd uznał, że zgadzali się wyłączanie zabezpieczeń, by śrubować produkcję. Tomasz Jochan musiał wejść pod prasę by ją wyczyścić. Ta mając zdjęte czujniki uruchomiła się i nie zatrzymała, miażdżąc go. Tomasz Jochan miał wtedy dwadzieścia jeden lat.


piątek, 18 października 2013

Kamienice na Kilińskiego (3)

Kilińskiego 231, Łódź

Kilińskiego 227, Łódź

Kilińskiego 225, Łódź

Kilińskiego 223, Łódź

Kilińskiego 216, Łódź

Kilińskiego 209, Łódź
Inny  świat w tej części Kilińskiego

Kilińskiego 206, Łódź

Kilińskiego 205, Łódź

Kilińskiego 204 (chyba), Łódź

Kilińskiego 203, Łódź
Ten mężczyzna stał tak nieruchomo długie minuty . W końcu przeszedł na drugą stronę ulicy i pogadaliśmy. Kamienica ta jest znacznie bardziej rozbudowana gdy patrzymy na nią od strony podwórka.

czwartek, 17 października 2013

Kamienice na Kilińskiego (2)

Pierwsza część wybranych kamienic z Kilińskiego. Zaczynam od końca ulicy. Jest tu nietypowo, bo duża część budynków stoi samotnie. A kamienice z definicji tworzą zazwyczaj zwartą zabudowę. Często budowano nową, wolno stojąco kamienicę z boczną ślepą ścianą, przewidując w przyszłości kolejny budynek.

  Kilińskiego 258, Łódź

 Kilińskiego 256, Łódź

 Kilińskiego 252, Łódź

 Kilińskiego 246, Łódź


 Kilińskiego 244, Łódź
To kamienica, którą widać na tym zdjęciu jako doklejoną do numeru 242. Zrobiłem też zdjęcie na wprost, ale to jest ciekawsze.

 Kilińskiego 242, Łódź

 Kilińskiego 238, Łódź
Tej kamienicy nie widać od ulicy, jest ukryta na podwórku. Z lewej strony doklejony jest mniejszy budynek.

Kilińskiego 237a, Łódź

 Kilińskiego 235, Łódź
Moja ulubiona w tej częśći.

wtorek, 15 października 2013

Rozmowa korespondencyjna

O Haikupsycholu pisałem  TU.
Zobaczyłem kilka dni temu na Pabianickiej taką interakcję obywateli miasta z Człowiekiem 7 Było (to inna ksyfka nadana mu przez łodzian).
Dobrze znam charakter pisma Bazgroła (to jeszcze inne przezwisko) i wydaje mi się, że jego drugi tekst (pomarańczowym kolorem) jest pisany na końcu, bo wpisany jest w puste miejsca. Myślę, że dialog jest taki (litera "o" z rogami, to symbol diabła):

 - Nie aura to
przykazania były
wszyszystkich to
Nie kusi Bóg błąd - (Haikupsychol)

NIE PISZ TU
CWELU BO CIE
POTNIEMY :-)  - (Obywatele)

Jak prawda
1 było i 'o' np
kara bedzie-były
i nie odkupi bajer - (Haikupsychol)

poniedziałek, 14 października 2013

Kilińskiego

Ostatnio pracuję nad ulicą Kilińskiego.
Długość około 6 km. Biorąc pod uwagę zabudowę po obu stronach daje to 12 km.
Kilińskiego jest moim zdanie najdłuższą łódzką ulicą zabudowaną kamienicami. Są dłuższe, na przykład ulica Pomorska ma ponad 11 km długości, ale biegnie (choć zaczyna przy Placu Wolności) w dużej części przez tereny na obrzeżach miasta, gdzie kamienic nie budowano. Kilińskiego zaś usytuowana jest prawie w całości w gęstej, oryginalnej tkance miasta.


Zaczynam od końca. Jakoś tak wyszło, pewnie dlatego, że mam tu znacznie bliżej. Koniec Kilińskiego (tam gdzie są kamienice, bo ostatni odcinek jest ich pozbawiony) niestety gnije. Nie można tego poczuć oglądając zdjęcia. Ale jest tu miejscami strasznie. Skala syfu jest przytłaczająca. Głównie mam na myśli podwórka, klatki schodowe. Szkoda tym bardziej, że te tereny (Kilińskiego z przylegającymi ulicami) potencjalnie są fajnymi miejscami do życia. Mnóstwo kameralnych kamienic z przestrzeniami na całkiem duże wewnętrzne ogrody. Ale jest, jak jest. Ciężko mi tylko zrozumieć jak sami mieszkańcy mogą tak żyć. Bo mimo wszystko, w dużej części, sami są sprawcami tego stanu. Może być skromnie i biednie, ale nie tak beznadziejnie.
Na tej fotografii widać brak jednopiętrowej kamienicy. I swoją drogą kadr ten to też przykład sukcesji roślin. 

środa, 9 października 2013

Widzę co wiem (3)


Uryna. Rozpowszechnionym nośnikiem informacji chemicznych w środowisku wodnym jest właśnie uryna.
350 milionów lat temu, trylobity wędrowały po swoich ścieżkach jeden za drugim.
- Przypierdol jej, powiedział Rom do przechodzącego, dobrze zbudowanego człowieka w wieku średnim. - Kobiet się nie bije, odpowiedział ten przytomnie. I poszedł. Wyglądało na to, że się nie znali. Cyganka była bardzo ładna, oboje elegancko ubrani. Towarzysz młodej kobiety wykręcił jej boleśnie ręce, potem zaczął zdejmować pasek od spodni. Stałem obok robiąc zdjęcie. Oni byli za moimi plecami. Parzysta strona tego fragmentu Targowej zamieszkana jest w sporej części przez Romów. Stałem i patrzyłem. Zanim jakaś sensowna myśl pojawiła mi się w głowie, para wzięła się za ręce i w najlepszej komitywie poszła dalej.
Widzę piętnaście anten satelitarnych, czternaście po lewej stronie.
Drewniany dom to Targowa 29 (unikat, obecnie chyba jedyny drewniany dom w centrum Łodzi) został zbudowany około
1840 roku. Zbudowany z drewna modrzewiowego, powierzchnia zabudowy 228,6 m kw - kubatura budynku 1657,35 mq. W pierwszych latach mieściła się tutaj karczma z zajazdem. W początkach XX w. stał się domem łódzkich robotników. Pierwszym udokumentowanym właścicielem (1912 r.) był Władysław Szymankiewicz (1867-1947). Do 2000 r. właścicielami byli bracia Zdzisław, Jerzy i Witold Owczarkowie. W obecnej chwili jest własnością małżeństwa Ireny i Janusza Kin.
To wszystko można przeczytać na tablicy przymocowanej do elewacji. To nie jest jakaś tam tablica zamontowana przez jakąś tam miejską instytucję, zrobili to sami właściciele posesji. I to nie jedną.  Tabliczek na domu jest dziesięć. Trzy są umieszczone przez służby miasta. Miejskie życie wymaga tu pewnej odporności. Na czterech tabliczkach są różnego rodzaju ostrzeżenia dla ewentualnych intruzów.
Dwie kamienice w lewo od drewnianego domu był sklep nurkowy. Funkcjonował tam już w głębokim PRL-u, w czasie gdy prywatnych sklepów było niewiele. Ciemne wnętrze z tajemniczymi akcesoriami tworzyło taki klimat, że ta pusta część ulicy Targowej stawała się dla mnie portowym zaułkiem jakiegoś nadmorskiego miasta.
Trylobity wędrowały jeden za drugim po swoich ścieżkach. Nie dotarły do celu, gdyż umarły pod wpływem wydzielających się trujących gazów. Szybko zostały przykryte wapiennym mułem, a następnie uległy procesom fosylizacji, dzięki czemu mógł je odkryć Adrian i pioniersko opisać to zjawisko jako chemosensoryka pierwotna. Adrian Kin, młody naukowiec (zrobił w 2011 roku doktorat na UJ) w drewnianym domu na Targowej zgromadził niezwykłą kolekcję 45 tysięcy paleontologiczych okazów. Chciał stworzyć tam ogólnie dostępne Muzeum Historii Naturalnej.
Gdy Maks Skrzyczkowski robił projekt fotograficzny polegający na podróży kolejowej po Polsce, a w wybranych miastach gościły go wybrane osoby, których zadaniem było pokazać mu jakieś niezwykłe ich zdaniem miejsce w mieście, ja wybrałem wtedy właśnie drewniany dom Adriana. Była siarczysta zima i świt, bowiem Max miał napięty harmonogram. Kolekcję oglądaliśmy przy świetle latarek. Skamieniałe amonity, odciski ryb, ślady dinozaurów, praważki, gady latające, skrzypłocze. Adrian zmarł w tamtym roku (2012), pracując do końca.
Wiem, że jedne z najweselszych dni spędziłem z Adrianem. Poznaliśmy się z nim j jego przyszłą żoną w kolejce do odprawy na Okęciu. Pierwsze zamienione słowa już były żartem i tak zostało do końca dwutygodniowej podróży do Turcji. Była to wesołość, przy której wskazówka jej miernika była wychylona maksymalnie w prawo.
Na podłużnej, białej tabliczce jest napis „Gdy Wielkie Dobro umiera, Zło się baczniej ludziom przygląda”. Tablica zamontowana została w 2005 roku.
Widzę oponę rowerową w prawej część kadru.