czwartek, 25 lutego 2021

niedziela, 21 lutego 2021

piątek, 19 lutego 2021

Energia (7)

Największa polska elektrociepłownia i druga co do wielkości w Europie.
 

Elektrociepłownia Siekierki, 2021. Data oddania 1961, moc cieplna 2068 MW, moc elektryczną 620 MW, paliwo: węgiel kamienny, biomasa

wtorek, 16 lutego 2021

niedziela, 14 lutego 2021

Energia (5)

Największa w Polsce i Europie elektrownia węglowa. Największa w Unii Europejskiej jednostka emitująca dwutlenek węgla.

Elektrownia Bełchatów, 2020. Data oddania 1981, moc zainstalowana: 5102,00 MW, paliwo: węgiel brunatny

czwartek, 11 lutego 2021

Energia (3)

Z tego samego cmentarza, który jest na fotografii w poprzednim wpisie, widać też Elektrownię Pątnów.

Elektrownia Pątnów, 2021. Data oddania 2008, moc zainstalowana: 474,00 MW, paliwo: węgiel brunatny

wtorek, 9 lutego 2021

Energia (2)

Kiedy robiłem zdjęcie widoczne w poprzednim wpisie myślałem, że fotografowanie z terenu cmentarza będzie jednorazowym przypadkiem. Okazało się, że nie. Udało mi się być nawet na cmentarzu, z którego widać dwie elektrownie. W swoim projekcie jednak nie poprzestałem tylko na odwiedzaniu miejsc pochówków o czym w kolejnych postach.

Elektrownia Konin, 2021. Data oddania 1958, moc zainstalowana: 198,00 MW, paliwo: węgiel brunatny i biomasa


niedziela, 7 lutego 2021

Energia

Rok temu rozpocząłem pracę nad jeszcze jednym nowym tematem. Punktem wyjścia był pomysł, że przyjrzę się elektrowniom i elektrociepłowniom węglowym w Polsce. Ostatecznie koncepcja została trochę zmodyfikowana. Projekt realizujemy dwu osobowo (każdy robi coś innego), a jego tematem jest mówiąc ogólnie wytwarzanie i konsumowanie energii (głównie elektrycznej) w naszym kraju. Nie zrezygnowałem jednak z elektrowni.

Elektrownia Łagisza, Będzin, 2020. Data oddania 1963, moc zainstalowana: 840 MW, paliwo: węgiel kamienny


sobota, 6 lutego 2021

Rąbek

Powtórnie Łódź z góry. Tym razem panorama zrobiona przy pomocy RX1R2. Tak wysoko znalazłem się wcale nie po to by robić zdjęcia, ale by... znaleźć przestrzeń do ekspozycji na tegorocznym Fotofestiwalu.
Rąbek uchylę w następnym wpisie.

Łódź, 2021

wtorek, 29 grudnia 2020

(bez) Pojęcia


Przestanę (może tylko chwilowo) zamieszczać tu zdjęcia peryferii Warszawy. Bo choć zostało jeszcze ich sporo, to fajnie by pokazać je opublikowane...najlepiej w książce. Muszę więc podjąć próbę by tak się stało, co będzie zadaniem niełatwym. Ciekawe czy wykonalnym?
Ale coś wypada od czasu do czasu opublikować na blogu. Z tym nie powinno być problemu, mam dwa zaczęte pomysły, które muszę sprawdzić czy dobrze rokują. Pierwszy realizuję przy pomocy panoram, za którymi się stęskniłem. Panoramy robił Marek Domański, gdy jeździłem z nim dookoła Bałtyku, panoramy ostatnio na blogu pokazuje Wojtek Wilczyk (który w ten sposób pracował przy kilku przedsięwzięciach). Wykorzystywałem panoramy już w kilku działaniach. Między innymi w "Współrzędne geograficzne - strach przed utratą pamięci" i w "Jedynce". Teraz przyglądam się pierwszym rezultatom z ostatnich wyjazdów. To początek, nie mam nawet tytułu. Wpadła mi dziś do głowy nazwa robocza. "Dzieje sześciu pojęć" to książka W. Tatarkiewicza o podstawowych kategoriach estetyki: sztuce, pięknie, formie, twórczości, odtwórczości i przeżyciu estetycznym. Była to lektura podczas moich przygotowań na egzamin do ASP (trzydzieści lat temu). Nie dałem jej rady, zgłębiłem raczej powierzchownie. Ale jak patrzę na te zdjęcia, z których jedno tu wrzucam, to przyszła mi ona na myśl. Sześć pojęć to za dużo. Może wystarczy jedno, dwa? Dzieje dwóch pojęć? Ale to trochę dęte skojarzenia. To zdjęcia o syfie w przestrzeni w prawdopodobnie (nie byłem we wszystkich) najbrzydszym kraju Europy. Trzeba szukać dalej. Może będą częścią "Ojczyzny".

niedziela, 27 grudnia 2020

Wódka

 Dzisiaj byłem na skrzyżowaniu ulicy Pszenicznej z ulicą Jęczmienną we wsi Wódka.

Z cyklu "Ojczyzna", wieś Wódka, 2020

niedziela, 13 grudnia 2020

Balticum. Mare Nostrum


Podsumowanie mojej i Marka Domańskiego trzyletniej pracy nad projektem zatytułowanym „Balticum. Mare nostrum", którego tematem jest Bałtyk, jako zjawisko kulturowe, ale również fenomen przyrodniczy. W latach 2018-20 odbyliśmy wiele podróży wokół wybrzeży naszego jedynego wewnętrznego, europejskiego morza. Rejestrowanie pejzażu kulturowego, stało się dla nas punktem wyjścia dla refleksji nad zagadnieniami ekologicznymi, ekonomicznymi, socjologicznymi i historycznymi, których przejawy można zarejestrować fotograficznie. Ten złożony i wrażliwy system różnych elementów stanowi o unikalności całego nadbałtyckiego obszaru.Staraliśmy się o grant umożliwiający wydanie materiału w wersji drukowanej, niestety nie udało się. Wersję elektroniczną książki można zobaczyć m.in. tutaj: Balticum. Mare nostrum

piątek, 11 grudnia 2020

poniedziałek, 7 grudnia 2020

środa, 25 listopada 2020

Wszystko składane (72)

Dotarłem do końca Dudziarskiej. Choć to już chyba nie Dudziarska, bo na Google Maps droga zmienia nazwę na Kozią Górkę, a potem na Wiatraczną. Widać od jakiegoś czasu, że zbliżam się do końca. Droga jak klin wbija się, ale nie jest w stanie rozbić industrialnego terenu. Dalej już nie można pójść, a po bokach potężne kolejowe tereny. To miejsce można z łatwością zobaczyć na wspomnianych wcześniej mapach. Nie miałem ochoty zawracać. W tym miejscu są też szczątkowe ogródki działkowe tzw. "Rodos". Patrząc na butwiejące domki wystające z chaszczy trudno uwierzyć, że ktoś z nich tu jeszcze korzysta. Widziałem wiele pracowniczych ogrodów działkowych (dodam, że je lubię), ale to najnędzniejszy z nich. Właśnie miałem zawracać, gdy rozchyliły się gałęzie, ujrzałem twarz i nagi tors starszego mężczyzny. Wyglądał jak marynarz z krążownika Aurora po ciężkiej nocy. Spytałem, czy można wydostać się stąd inaczej niż idąc z powrotem. Wskazał mi na kolejne krzaki i powiedział, żebym szedł prosto przez tory to wyjdę się na dziurę w ogrodzeniu. Potem zasalutował i gromkim głosem przedstawił się jako podporucznik Ziemniak (czy jakoś tak, bo nie dosłyszałem). Odsalutowałem i złożyłem propozycję zrobienia portretu. Spotkałem się ze zdecydowaną odmową, wyraziłem wielki żal i ruszyłem przez tory. Jeden, drugi, trzeci, czwarty, piąty... przekraczałem kolejne z Bromptonem pod pachą wypatrując sokistów. Odwróciłem się, chaszcze, z których wyszedłem zmalały tak, że gdybym zawrócił to nie wiem czy odnalazłbym miejsce, z którego wyszedłem. W takiej sytuacji oznaczałoby to, że błąkałbym się po nieprzyjaznym terenie. Pozostało mi tylko liczyć, że obietnica "podporucznika" sprawdzi się, jedenaście, dwanaście... jest .


niedziela, 22 listopada 2020

Wszystko składane (71)

Po sfotografowaniu osiedla ruszyłem dalej ulicą Dudziarską. Widoki nie były zachęcające, wyboista droga z sześciobocznych betonowych płyt, śmiecie, krzaki, dużo starych drzew owocowych i nieużytki. W zasięgu wzroku nikogo oprócz dwóch typów. Nie budzili zaufania. Od czasu do czasu łypali na mnie zmęczonym wzrokiem. Nie da się ukryć, ja też łypałem na nich. Zastanawiałem się czy brnąć dalej, bo droga nie sprawiała wrażenia, że jeszcze gdzieś prowadzi. Nie można było uciec w bok, tylko do przodu, albo powrót. Ta sytuacja skończyła się chwilą strachu. Jednak nie tylko moim. Miałem rower, a oni byli pieszo, więc wyprzedziłem ich. W pewnym momencie, stwierdziłem, że przegapiłem interesujący motyw do sfotografowania i gwałtownie zawróciłem. Zrobiłem momentalnie obrót o 180 stopni. Ci dwaj byli tuż za mną, tak ich zaskoczyłem tym gwałtownym manewrem, że cofnęli się parę kroków nie bardzo wiedząc o co chodzi. Zrobiło mi się trochę głupio, wyciągnąłem aparat i coś mruknąłem. Sytuacja unormowała się, skręcili w bok i zaczęli zbierać opadłe jabłka.


czwartek, 19 listopada 2020

Wszystko składane (70)

 Osiedle na Dudziarskiej raz jeszcze.


wtorek, 17 listopada 2020

Dudziarska czyli Wszystko składane (69)

Fotografując przedmieścia Warszawy nie przygotowuję jakiś konkretnych planów działania. Oczywiście danego dnia wyznaczam kierunek poruszania czy rejon eksploracji. Ale to tylko tyle, nie robię wcześniejszego rozpoznania w internecie, nie mam spisu miejsc do zobaczenia. Wsiadam na rower, jadę i patrzę. Tak znalazłem się na początku września na ulicy Dudziarskiej. Słyszałem o tym miejscu dawno temu w kontekście murali, które nawiązywały do twórczości Malewicza. Wyleciało mi to zupełnie z głowy i nie jestem nawet pewien czy wiedziałem, że jest to w Warszawie. Poruszając się po granicy Grochowa i Rembertowa zaczął wsysać mnie rejon złożony w dużej części z ruder i krzaków. Tak trafiłem na baner z postu "Wszystko składane (59)". Zacząłem eksplorować teren i dojechałem do aresztu śledczego, potem przekroczyłem tory i jadąc po terenie zdominowanym przez infrastrukturę kolejową, śmiecie i krzaki dotarłem do trzech bloków. Rejon ulicy Dudziarskiej to podobno najbardziej niedostępny rejon Warszawy. Doświadczyłem tego osobiście, gdy zapuściłem się tam jeszcze dalej i próbowałem wydostać inną drogą niż przyjechałem. Ale o tym w kolejnym poście. Wracając do trzech bloków z czarnymi kwadratami na szczytowych ścianach, powstały one (bloki) w celu "rozwiązania problemu" rodzin eksmitowanych z mieszkań znajdujących się na terenie dzielnic Śródmieście i Praga Południe. Zgromadzono w jednym miejscu znaczną liczbę osób "niezaradnych" życiowo, uzależnionych czy po prostu zdemoralizowanych. Powstało miejskie getto, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Trudno w to uwierzyć, ale przeznaczono część lokali na mieszkania służbowe dla policjantów i ich rodzin. Uznano, że takie rozwiązanie pomoże w utrzymaniu porządku. Osiedle wybudowano w najniższym standardzie na pustym polu. Nie było centralnego ogrzewania, gazu ani ciepłej wody. Mury budowano tzw. oszczędną metodą, z mniejszą izolacją termiczną lub jej brakiem. W mieszkaniach było strasznie zimno co generowało problemy z kanalizacją. Trudny był także dostęp do osiedla, początkowo nie było z nim żadnego połączenia miejskiej komunikacji, w 2007 roku uruchomiono autobus 137, który poza godzinami szczytu kursował co półtorej godziny. Część mieszkańców osiedla dostawała się szybciej do miasta korzystając nielegalnie z przysłowiowej dziury w ogrodzeniu i pokonując, jak przeczytałem ponad 40 par torów. Oglądając teren z góry nietrudno w to uwierzyć. Na tych torach stoją często składy pociągów, trzeba więc je obejść lub przeczołgać się pod nimi. W okolicy oprócz bocznic kolejowych i aresztu, były jeszcze zaniedbane ogródki działkowe, które zamieniły się w schronienie dla bezdomnych. Ostatnią inwestycją było wybudowanie w pobliżu spalarni śmieci, która jak nietrudno się domyśleć stała się kolejnym utrudnieniem lokatorów trzech bloków. W 2015 podjęto decyzję o likwidacji osiedla. Ostatni mieszkańcy wyprowadzili się pod koniec 2019.