poniedziałek, 14 października 2013

Kilińskiego

Ostatnio pracuję nad ulicą Kilińskiego.
Długość około 6 km. Biorąc pod uwagę zabudowę po obu stronach daje to 12 km.
Kilińskiego jest moim zdanie najdłuższą łódzką ulicą zabudowaną kamienicami. Są dłuższe, na przykład ulica Pomorska ma ponad 11 km długości, ale biegnie (choć zaczyna przy Placu Wolności) w dużej części przez tereny na obrzeżach miasta, gdzie kamienic nie budowano. Kilińskiego zaś usytuowana jest prawie w całości w gęstej, oryginalnej tkance miasta.


Zaczynam od końca. Jakoś tak wyszło, pewnie dlatego, że mam tu znacznie bliżej. Koniec Kilińskiego (tam gdzie są kamienice, bo ostatni odcinek jest ich pozbawiony) niestety gnije. Nie można tego poczuć oglądając zdjęcia. Ale jest tu miejscami strasznie. Skala syfu jest przytłaczająca. Głównie mam na myśli podwórka, klatki schodowe. Szkoda tym bardziej, że te tereny (Kilińskiego z przylegającymi ulicami) potencjalnie są fajnymi miejscami do życia. Mnóstwo kameralnych kamienic z przestrzeniami na całkiem duże wewnętrzne ogrody. Ale jest, jak jest. Ciężko mi tylko zrozumieć jak sami mieszkańcy mogą tak żyć. Bo mimo wszystko, w dużej części, sami są sprawcami tego stanu. Może być skromnie i biednie, ale nie tak beznadziejnie.
Na tej fotografii widać brak jednopiętrowej kamienicy. I swoją drogą kadr ten to też przykład sukcesji roślin. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza