
Uryna.
Rozpowszechnionym nośnikiem informacji chemicznych w środowisku
wodnym jest właśnie uryna.
350
milionów lat temu, trylobity wędrowały po swoich ścieżkach jeden
za drugim.
-
Przypierdol jej, powiedział Rom do przechodzącego, dobrze
zbudowanego człowieka w wieku średnim. - Kobiet się nie bije,
odpowiedział ten przytomnie. I poszedł. Wyglądało na to, że się
nie znali. Cyganka była bardzo ładna, oboje elegancko ubrani.
Towarzysz młodej kobiety wykręcił jej boleśnie ręce, potem
zaczął zdejmować pasek od spodni. Stałem obok robiąc zdjęcie.
Oni byli za moimi plecami. Parzysta strona tego fragmentu Targowej
zamieszkana jest w sporej części przez Romów. Stałem i patrzyłem.
Zanim jakaś sensowna myśl pojawiła mi się w głowie, para wzięła
się za ręce i w najlepszej komitywie poszła dalej.
Widzę
piętnaście anten satelitarnych, czternaście po lewej stronie.
Drewniany
dom to Targowa 29 (unikat, obecnie chyba jedyny drewniany dom w
centrum Łodzi) został zbudowany około
1840 roku. Zbudowany z drewna modrzewiowego, powierzchnia zabudowy
228,6 m kw - kubatura budynku 1657,35 mq. W pierwszych latach
mieściła się tutaj karczma z zajazdem. W początkach XX w. stał
się domem łódzkich robotników. Pierwszym udokumentowanym
właścicielem (1912 r.) był Władysław Szymankiewicz (1867-1947).
Do 2000 r. właścicielami byli bracia Zdzisław, Jerzy i Witold
Owczarkowie. W obecnej chwili jest własnością małżeństwa Ireny
i Janusza Kin.
To
wszystko można przeczytać na tablicy przymocowanej do elewacji. To
nie jest jakaś tam tablica zamontowana przez jakąś tam miejską
instytucję, zrobili to sami właściciele posesji. I to nie jedną.
Tabliczek na domu jest dziesięć. Trzy są umieszczone przez
służby miasta. Miejskie życie wymaga tu pewnej odporności. Na
czterech tabliczkach są różnego rodzaju ostrzeżenia dla
ewentualnych intruzów.
Dwie
kamienice w lewo od drewnianego domu był sklep nurkowy. Funkcjonował tam już
w głębokim PRL-u, w czasie gdy prywatnych sklepów było niewiele.
Ciemne wnętrze z tajemniczymi akcesoriami tworzyło taki klimat, że
ta pusta część ulicy Targowej stawała się dla mnie portowym
zaułkiem jakiegoś nadmorskiego miasta.
Trylobity
wędrowały jeden za drugim po swoich ścieżkach. Nie dotarły
do celu, gdyż umarły pod wpływem wydzielających się
trujących gazów. Szybko zostały przykryte wapiennym mułem, a
następnie uległy procesom fosylizacji, dzięki czemu mógł je
odkryć Adrian i pioniersko opisać to zjawisko jako chemosensoryka
pierwotna. Adrian Kin, młody naukowiec (zrobił w 2011 roku doktorat
na UJ) w drewnianym domu na Targowej zgromadził niezwykłą kolekcję
45 tysięcy paleontologiczych okazów. Chciał stworzyć tam ogólnie
dostępne Muzeum Historii Naturalnej.
Gdy
Maks Skrzyczkowski robił projekt fotograficzny polegający na
podróży kolejowej po Polsce, a w wybranych miastach gościły go
wybrane osoby, których zadaniem było pokazać mu jakieś niezwykłe
ich zdaniem miejsce w mieście, ja wybrałem wtedy właśnie
drewniany dom Adriana. Była siarczysta zima i świt,
bowiem Max miał napięty harmonogram. Kolekcję oglądaliśmy przy
świetle latarek. Skamieniałe amonity, odciski ryb, ślady
dinozaurów, praważki, gady latające, skrzypłocze. Adrian zmarł w
tamtym roku (2012), pracując do końca.
Wiem,
że jedne z najweselszych dni spędziłem z Adrianem. Poznaliśmy się
z nim j jego przyszłą żoną w kolejce do odprawy na Okęciu.
Pierwsze zamienione słowa już były żartem i tak zostało do końca
dwutygodniowej podróży do Turcji. Była to wesołość, przy której
wskazówka jej miernika była wychylona maksymalnie w prawo.
Na
podłużnej, białej tabliczce jest napis „Gdy Wielkie Dobro
umiera, Zło się baczniej ludziom przygląda”. Tablica zamontowana
została w 2005 roku.
Widzę
oponę rowerową w prawej część kadru.