środa, 25 września 2013

Kamienice na Wólczańskiej

Fotografowanie kamienic na Wólczańskiej skończone. Kamienic na 265 numerów jest 94. Wydaje się, że to nie dużo, biorąc pod uwagę wrażenie, że Wólczańska składa się w większości z nich. W rzeczywistości dużo jest obszarów pustych, są fabryki, budynki o innym przeznaczeniu oraz zdarzają się przeskoki numeracji. W tym poście chcę pokazać, wybierając kilka kamienic charakter budynków i zmienność ulicy.



Wólczańska 72, po lewej mural na Zakładach Lido

Wólczańska 58


Wólczańska 197, jedna z kilku modernistycznych kamienic na tej ulicy


Wólczańska 109


Wólczańska 255


Wólczańska 219, pierwszy filar od lewej strony wyraźnie wyraźnie nie jest pionowy


Wólczańska 121/123, chyba najmniejsza na Wólczańskiej
Wólczańska 90

Wólczańska 97

Wólczańska 141

Wólczańska 124

Wólczańska 149

Wólczańska 228



Wólczańska 260






Sukcesja (4)


Dziki chmiel porasta szlaban kolejowy na Księżym Młynie. Były to tory prywatnej linii kolejowej Karola Scheilblera, który wybudował ją dla połączenia swoich fabrycznych kompleksów. Ta międzyzakładowa kolej liczyła ok. 13 km i była oczywiście połączona z torami kolei państwowej. Torów już za wiele nie zostało, a pamiętam... dzyń, dzyń, dzyń... dlaczego nie jedziemy? Pocieram oszronione okno autobusu, który wiezie mnie do liceum i widzę zamykany szlaban na ulicy Przędzalnianej. Musi właśnie przejechać skład, już nie od Scheilblera, ale z Uniontexu. To lata osiemdziesiąte. Szkoda, że dziś nie tory nie funkcjonują chociaż jako turystyczny gadżet. Lizbona po łódzku.


niedziela, 22 września 2013

Trójki (5)

Kolejne trójki kamienic (na pierwszym zdjęciu trzeci budynek to nie kamienica) złożone na szybko, więc niezbyt dokładnie. Oczywiście na Wólczańskiej, nad którą teraz pracuję.





sobota, 21 września 2013

Sukcesja (3)

Też na Wólczańskiej



 Na pewno jedno drzewo to nie jest brzoza, ale jesion. Drugie to chyba topola.




Mam w obiektywie oprócz shifta jeszcze tilt, nigdy go nie używałem, więc się nim posłużyłem w tym kadrze. Ale to wyjątek.

Sukcesja (2)

Tu pisałem, że chciałbym, żeby zostawić w mieście jakieś niewielkie miejsce na niczym nie skrępowaną sukcesję roślin, zapomniałem że przecież miejsce takie już istnieje... Wólczańska 36 (Willa Józefa Beyera). Wszystkie rośliny, oprócz chyba głogu, zasiały się same.



I trochę inne ujęcie.


czwartek, 19 września 2013

Murale (Wólczańska)

Jeszcze raz murale z rogu Wólczańskiej i Mickiewicza.




Sukcesja (1)


Zwracam zawsze uwagę na takie przykłady sukcesji roślin w mieście. Jeśli chodzi o drzewa to szczególną łatwość do tego mają brzozy. Dachy, gzymsy, balkony, mury. Niewiele im potrzeba. Ta brzoza z Wólczańskiej 166 ma z 3 metry wysokości.
Takie sytuacje są często szkodliwe dla budynków. Mnie jednak jest żal jak znikają wypatrzone przeze mnie okazy. Można by jakiś obiekt w centrum miasta oddać naturze i pozwolić działać przyrodzie tak jak w miastach Majów. Ścisły rezerwat - żywa rzeźba.


A to inne obserwacje jak rośliny same radzą sobie w mieście.


Fabryka I.Poznańskiego. Współcześnie są to mury Manufaktury. Fotografię zrobiłem, kiedy jeszcze nie przystąpiono do budowy Centrum Handlowo Rozrywkowego, a już po tym jak fabryka przestała pracować. Warto zwrócić uwagę na paprocie rosnące na wysokości pierwszego piętra. Fotografia chyba z roku 2003.


A to jeszcze starsze zdjęcie, pierwsza połowa lat dziewięćdziesiątych. Nasiono musiało wykiełkować na murze, potem rosnąc korzeń przez kilka metrów szukał ziemi. Wyglądało to niezwykle, odkryty kilkumetrowy korzeń. Wyrosło całkiem duże drzewo i nie była to brzoza. Szkoda, że zostało wycięte. Bez problemu można było uporządkować i zaaranżować tę niewielką przestrzeń i wyeksponować drzewo.


Kolejna brzoza. Fotografia z wczoraj. Drzewo myślę ma ok. 4 metrów. Rośnie na wieży
dawnej fabryki wyrobów pasmanteryjnych Ernsta Wevera, z 1900 roku, przy zbiegu ulic Kopernika i Wólczańskiej 81/83.

Graffiti (Wólczańska)

Ten sam róg Wólczańskiej i Mickiewicza. Tym razem współczesne graffiti.


wtorek, 17 września 2013

Karl Marx Stadt (Wólczańska)





Przy zbiegu Wólczańskiej z Mickiewicza są, jak to się mówi, murale. Zjeść można było smacznie i tanio w Karl Marx Stadt i nie trzeba było jechać do NRD, tylko na Widzew Wschód.
Skąd wiem, że smacznie i tanio?




 W zasadzie wystarczy tylko rozstawić stoliki...

poniedziałek, 16 września 2013

Chłopcy z Wólczańskiej

Tradycyjne zdjęcie dzieci na podwórku. Na uwagę zasługuje małe graffiti z szablonu po prawej stronie. Podpowiadam - Roman Dmowski


Posiedzieć (Wólczańska)




Krzesła, taborety, fotele to częste obiekty na podwórkach. Ten zestaw z Wólczańskiej jest wyjątkowo różnorodny.
Obserwowałem kiedyś takie zgrupowanie jak mieszkałem na Bałutach. Jest na dwóch zdjęciach poniżej.



Oponowe bonsai.







Byłem już na tym podwórku kilka lat temu i widziałem te rośliny. To niewiarygodne, są to naprawdę stare okazy, można to poznać po grubych pniach.  Przycinane wielokrotnie mają malutkie bryły korzeniowe, ograniczone do przestrzeni niewielkich opon. Jak one nie przemarzają w zimie to nie wiem. Sprawdzę w styczniu czy są osłaniane, nie zdziwię się jeśli nie. Dla obrazu całości trzeba dodać, że oponowe bonsai stoją na zaniedbanym, całkowicie zabetonowanym podwórku. Zwracam uwagę na takie zielone inicjatywy, gdyż sam na swoim łódzkim podwórku jestem ogrodnikiem. Uprawiam figi, dynie i pomidory, nie mówiąc o setkach roślin, które tylko mają wyglądać.


niedziela, 15 września 2013

Wólczanska


Od dziś na warsztat Wólczańska. To długa ulica, ponad 4 kilometry. Zaczynam na 2465 metrze, bo to obok mnie. Wólczańska ma 265 numerów, ciekawe ile z nich jest kamienicami.

Zdjęcie na górze. Jak widać część kamienic sfotografuję już w polukrowanym stanie.
Ale ta fotografia jest ciekawa. Bo oprócz tego, że okazuje się, że śródmieście to nie Widzew 100%, to sprayowcy posługują się emotikonami. Jest też pewna mądrość (wiedza) w tych napisach. Napis "WÓLKA". Zawsze nazwa Wólczańska kojarzyła mi się z nazwą nawiązującą do rodowodu przemysłowego miasta, coś jak ulica Przędzalniana. Ale jak czytam o Wólczańskiej to nazwa się wywodzi od Wólki na rzeką Jasień. Cztery dekady w Łodzi i nie wiedziałem. Oni wiedzieli, czy tak instynktownie?

 

o tej brzozie jeszcze napiszę






sobota, 14 września 2013

Trójki (2)

Dalszy ciąg „trójek”. O co chodzi pisałem dwa posty wcześniej, o tu.
Na pierwszej fotografii, w środku widać "niekamienicę". Ale modrzewiowy budynek, który bardzo, bardzo dawno temu był karczmą. Taka architektura to już ewenement w Łodzi. Chciało go kupić Muzeum Włokiennictwa do skansenu. W tym miejscu mój przyjaciel Adrian Kin przez lata gromadził swoje paleontologiczne zbiory. Niesamowite zbiory, bo po pierwsze odnalezione samodzielne, a znalazło się tam około 45 tys. okazów i zbiór miał zostać przekształcony w Muzeum Historii Naturalnej. Zajmował się rzeczami poważnymi: chemosensoryką pierwotną, po raz pierwszy udowodnił plastyczność fenotypową u kopalnych głowonogów – amonitów, odkrył bardzo bogate stanowisko skamieniałości z najwyższej jury w Sławnie, nazywane „polskim Solnhofen” i umarł rok temu w wieku 33 lat. Ciągle mi Go brakuje.





















Promile

10 promili w oczach. Jeśli kamienic jest w Łodzi około 12 tysięcy, a na tym obrazku jest ich 120, to jest to właśnie 10 promili.
To niewiele, ale już wydarzyło się dużo. Bo na przykład spotkałem bandytów i gdyby to nie był biały dzień i ludzie dookoła to wrócił bym bez sprzętu, a może bym nie wrócił. Gdy  uciekałem (upakażające to) przez moment myślałem, że wycofam się z projektu. Ale byłem też w takich miejscach, o których przez cztery dekady życia w Łodzi nie miałem pojęcia, że istnieją, i z tego się cieszę.

moja inwentaryzacja

Trójki



Zdjęcia pojedynczych budynków (w kontekście sfotografowania wszystkich łódzkich kamienic) mają głównie wartość "inwentaryzacyjną", to mi oczywiście nie wystarcza, za to jest doskonałym pretekstem by zobaczyć więcej. Z tego "więcej" są inne kadry. I właśnie to jest zawartością bloga. Co okaże się najwartościowsze? Sam jestem ciekawy.
Te inne kadry to na przykład pomysł by na jednej fotografii były trzy sąsiadujące z sobą kamienice (czasem, któryś z budynków może nie być kamienicą). Dlaczego takie trójki? Widać wtedy doskonale olbrzymią różnorodność budynków. Często także udaje się pokazać temat w szerszym kontekście. Poza tym o ile  liczba potencjalnych par kamienic jest gigantyczna, to "trójek" do sfotografowania nie jest już tak dużo. A gdy sfotografowanie jednego budynku jest czasem zadaniem trudnym, to ujęcie trzech kamienic jest karkołomne. Ale często się udaje.  Wykorzystuję do tego obroty shifta względem osi optycznej (tak to chyba można nazwać). Jest ich siedem, mnożąc je razy trzy (dwa skrajne przesunięcia przesunięcia shifta plus położenie „0”) daje to 21 zdjęć. Część położeń się powiela, więc de facto jest to przynajmniej 12 zdjęć do złożenia w jeden obraz. 
Często najbardziej interesujące są szczegóły.  Nie do dostrzeżenia w małych formatach, zwłaszcza na monitorze. Najlepiej  pokazywać prace jako duże powiększenia, a można z tych składanych kadrów zrobić wydruki półtorametrowe w dobrej rozdzielczości.